Rafy i płycizny w social media. Błędy amerykańskich prawników i ich klientów.

By hotmilkgreentea/Flickr.com
By hotmilkgreentea/Flickr.com

Media społecznościowe pełne są raf i płycizn, na których wywracały się ogromne statki pełne prawników. Są też szlaki żeglugowe, od lat wykorzystywane przez tych profesjonalistów. Sposoby prawidłowego wykorzystywania social media to temat rzeka, ale dziś chciałbym się skupić na owych płyciznach i rafach, gdyż podobno lepiej uczyć się na cudzych błędach. Dziś opiszemy 3 przypadki zza oceanu dotyczące prawników i ich klientów. Szczerze radzimy: nie popełniajcie ich.

Poradźcie klientowi i jego rodzinie brak aktywności w social media w stosunku do wszelkich aktywności związanych ze sprawą.

W lutym br. przed sądem apelacyjnym na Florydzie doszło do sprawy, w ramach której były dyrektor szkoły podstawowej nie otrzymał 80 tysięcy dolarów, które zresztą mu się należały na mocy wyroku sądowego,  za … posty swojej córki na Facebooku. Nastolatka chwaliła się w nich, że „Tata wygrał sprawę przeciwko szkole Gulliver”. Pisała też, że „Gulliver płaci za moje letnie wakacje w Europie”. Radość córki z tak wielkiej sumy jest zrozumiała, choć brak taktu i przyzwoitości jest przerażający. Szkoła, która miała wypłacić sumę, poczuła się takimi postami dotknięta. Według amerykańskich doniesień prasowych, sąd apelacyjny uchylił wyrok przyznający ojcu 80 tysięcy dolarów w związku z naruszeniem warunków dotyczących poufności. Stracić takie pieniądze przez posty swojej córki… to była najdroższa lekcja wychowania w tej rodzinie od pokoleń.

Nie pozwól, aby klient trollował organy wymiaru sprawiedliwości.

Na początku ważne wyjaśnienie, czym jest trollowanie. To antyspołeczne zachowanie charakterystyczne dla dyskusji internetowych i polega ono na zamierzonym wpływaniu na innych użytkowników w celu ich ośmieszenia lub obrażenia (czego następstwem jest wywołanie kłótni) poprzez wysyłanie napastliwych, kontrowersyjnych, często nieprawdziwych przekazów czy też poprzez stosowanie różnego typu zabiegów erystycznych.  Mimo, że dla wielu wydaje się to nieszkodliwą zabawą, może doprowadzić przed oblicze sędziego. Dla Nicholasa Emonda , zwanego” Demonem Zła „, skończyło się za kratkami. Zaczął komentować własny… list gończy na Facebooku. Emond był poszukiwany za stosunkowo drobne wykroczenia . Jednak, gdy zaczął pisać coraz bardziej napastliwe komentarze w stosunku do policji, zwróciły one uwagę mediów lokalnych, a później organów ścigania. Demon Zła został aresztowany.

Innym przykładem jest epizod w życiu 35-letniego obrońcy ze stanu Floryda, który zarzucał sędziemu pozbawianie prawa oskarżonych do szybkiego procesu. Z uwagi na brak reakcji, założył blog, w którym prawnicy dyskutowali o tym fakcie. Również tą drogą główny bohater tej opowieści potępiał sędziego prowadzącego sprawę, nazywając go „niewdzięczną wiedźmą”, „widocznie chorym psychicznie” i „wyraźnie nie pasującym do zajmowanego stanowiska oraz niewiedzącym, co oznacza bezstronny arbiter”. Autor bloga podkreślał, że celowo używał inwektyw, gdyż jedyną bronią jaką dysponował, były jego słowa. Poglądu tego nie podzieliło Stowarzyszenie Prawników stanu Floryda, które zarzuciło mu naruszenie pięciu zasad etyki zawodowej, w tym  składanie fałszywych lub lekkomyślnych wypowiedzi dotyczących kwalifikacji sędziego oraz angażowanie się w działania, które są szkodliwe dla wymiaru sprawiedliwości. Obrona Cornwaya polegająca na twierdzeniu, że jego działania były chronione Pierwszą Poprawką Konstytucji Stanów Zjednoczonych, nie przekonały Sądu Najwyższego. Skończyło się na publicznej naganie oraz 1250 dolarów grzywny.

Regulacje dotyczące prawniczej wolności słowa w internecie ciągle nie są klarowne. „Nie jest jasne, czy jakiekolwiek ograniczenia istnieją. Prawo nadal jest w powijakach” mówił niedawno Andrew M. Perlman, profesor Suffolk Uniwersity Law School i rzecznik Grupy Roboczej ds. Implementacji Nowych Technologii American Bar Association.

Bądź ostrożny w akceptowaniu i wysyłaniu zaproszeń na Facebooku do sędziów, adwokatów i innych zawodów prawniczych.

Istotą portali społecznościowych jest gromadzenie kontaktów ze świata rzeczywistego lub choćby wirtualnego. To tak zwani znajomi (Facebook), obserwujący (Twitter), kontakty (LinkedIn). Istotą tych mediów jest także interakcja z nimi. W przypadku prawników sprawa nie jest tak prosta. Już sama informacja, że sędzia prowadzący sprawę, prywatnie jest wśród znajomych pełnomocnika, może być argumentem podważającym bezstronność tego sędziego. Już w 2009 roku Komitet Doradczy Etyki Sądowej Sądu Najwyższego stanu Floryda zakazał wprost zaprzyjaźniania się w mediach społecznościowych prawników i sędziów w przypadku możliwości spotkania ich się na sali sądowej. Na pytanie: Czy sędzia może dodać prawników, którzy mogą pojawić się przed sądem jako „przyjaciół” na portalu społecznościowym  lub zezwolić prawnikom na wskazanie sędziego jako znajomego na portalu społecznościowym?, Komitet odpowiedział negatywnie. Jak wskazał w uzasadnieniu Komitet, portale społecznościowe , takie jak Facebook , czy Twitter i LinkedIn, na ogół spełniają dwojaką rolę. Po pierwsze, strona może być używana przez sędziego jako miejsce dodawania zdjęć, komentarzy i innych materiałów, które odwiedzający witrynę mogą zobaczyć i nie różni się to od zwykłej strony www. Po drugie, strona może być również używana do identyfikacji „przyjaciół” sędziego. Użytkownik portalu musi jednak potwierdzić tę znajomość. W przypadku sprawy z Florydy, zakaz znajomości społecznościowych pomiędzy sędziami a prawnikami wynika wprost z rozwiązań etycznych, a dokładnie Kanonu 2B, który stwierdza, że sędzia nie może użyczać prestiżu urzędu sędziowskiego, do spraw prywatnych swoich lub innych osób, ani sędzia nie może sprawić wrażenia lub spowodowania sprawienia tego wrażenia przez innych, że inne osoby mają specjalny wpływ na sędziego.

Nie ma w polskich kodeksach etyki radców i adwokatów odniesień do takiej sytuacji, jednak jest wskazana konieczność zachowania profesjonalizmu i bezstronności. Innym ciekawym przypadkiem jest sprawa ze stanu Michigan,  gdzie sędzia nakazał jednemu z adwokatów usunąć wszystkie odniesienia do wyroku ze swojej strony na Facebooku. Został nawet zobowiązany do przekazania sędziemu nazwisk i informacji kontaktowych wszystkich osób, które komentowały lub polubiły adwokacki post.

 

Niech klient nie tworzy fałszywych kont.

W sprawach dotyczących prawa rodzinnego i innych bardzo emocjonalnych przypadkach, nadgorliwych klientów kusi pomysł przekroczenia granic w celu uzyskania „haków”  na swoich przeciwników. Angela Voelkert stworzyła fałszywy profil na Facebooku , Jessiki i jej byłego męża aby prowadząc spreparowaną korespondencję pomiędzy nimi zyskać argumenty w walce o przyznanie praw rodzicielskich do ich dziecka. Jej były mąż Dawid na owym fałszywym profilu napisał wiadomość do Jessiki,  że ma zamiar śledzić swoją byłą żonę z urządzenia GPS i ją zabić . FBI aresztowało go za te wypowiedzi , dopóki nie udowodnił, że profil był spreparowany i wskazał podejrzaną – swoją byłą żonę. Podobno kłamstwo ma krótkie nogi. W tym przypadku krótki był kabel internetowy.

 

A czy Ty znasz błędy, które prawnik lub jego klient może popełnić w mediach społecznościowych? Podziel się tą informacją w komentarzu. Ona komuś może uratować sprawę.

Comments are closed.